Zauważyłeś błąd? Zaznacz fragment tekstu i naciśnij Ctrl+Enter.
Po długiej chorobie 29 stycznia 2026 roku odeszła do Domu Ojca Teresa Andruszczyszyna, wielce zasłużona dla Kościoła w Ukrainie swoją pracą i cierpieniem.
Wśród tych, którzy z miłością i wdzięcznością wspominają Teresę, jest również biskup pomocniczy diecezji kamieniecko-podolskiej Radosław Zmitrowycz. Jego Ekscelencja zdradził swoje myśli i uczucia dla CREDO.

Teresa Janiwna Andruszczyszyna to piękna postać! Rozmyślając nad jej życiem i próbując jak najbardziej całościowo określić to co było w niej i kim była, to użyłbym słów: geniusz kobiecy.
Tak jak czasami w historii mogliśmy widzieć, jak kobieta potrafi być genialna w czynienia zła, tak mamy wiele przykładów jak kobiecość, która przyjmuje Miłość w genialny sposób czyni dobro.
W Teresie ten geniusz kobiecy, ten potencjał oddania się, kochania, służenia był obecny dzięki wychowaniu w środowisku, które zachowało wiarę w najtrudniejszym czasie komunizmu. I to była żywa wiara, która prowadziła do rozwoju, do otwarcia na nowe, na działanie Ducha. Widziała to nowe i piękne działanie Ducha w swoich rodzicach, którzy przyjęli i wprowadzali w Ukrainie charyzmat Kościoła Domowego. Ona sama również przyjęła formę życia poświęconego Bogu w ramach ruchu Światło-Życie, w Instytucie Niepokalanej Matki Kościoła. I cały czas była otwarta na przemianę, dojrzewanie, nawrócenie, współpracę z Łaską.
A szczególny czas to czas choroby, którą Pan Bóg ją tak bardzo doświadczył. I mimo choroby, cierpienia do końca brała udział w różnych programach, rekolekcjach, studiach, które ją rozwijały. Ale to wszystko było dla służenia innym! To niewiarygodne służenie, oddawanie swojego życia dla słuchania ludzi, dla modlitwy, dla przygotowania różnych programów, prowadzenie różnorodnych grup, rekolekcji, rozmawiania z ludźmi i ich słuchania. Z tyloma osobami była w bardzo bliskiej relacji. Jak to było możliwe! To właśnie ten geniusz kobiecy przeniknięty Łaską i otwarty na Łaskę.
I to cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe. Duchowe z powodu cierpienia innych, rozwodów, śmierci, też najbliższych. Z powodu ludzkiej słabości i biedy. Pan dał jej to miłowanie przez cierpienie, to podtrzymywanie człowieka w jego biedzie. Podtrzymywanie ewangelizacji poprzez cierpienie. Bóg jeden wie, na ile wielu z nas może być jej wdzięcznym.

I z pewnością trzeba wspomnieć o tym służeniu dla rodzin, dla małżeństw, dla dzieci, dla życia. Ileż pracy a przede wszystkim ileż miłości!
Miała oczywiście swoją walkę i swoje zmagania, ale trudno wątpić, że nie poszła do nieba, że jest jej teraz dużo, dużo lepiej i że będzie nam pomagała jeszcze bardziej tak jak to lubią robić Teresy. Po trzecim przeszczepie szpiku kostnego, kilka dni przed śmiercią gdy lekarze powiedzieli, że poszło wszystko bardzo dobrze resztkami swoich sił śpiewała pieśń uwielbienia. Teraz jest pełna sił i śpiewa jeszcze mocniej to uwielbienie.
Dla mnie było wielkim darem współpracować z nią i być świadkiem, jak Bóg ją prowadzi.
+Radosław Zmitrowicz omi
Zdjęcia z profilu Teresa Andrushchyshyna
